Czasem drzewa niszczeją i zagrażają bezpieczeństwu przechodzących w pobliżu ludzi. Jednak nawet wtedy trzeba mieć pozwolenie na ich wycięcie. Żeby je zdobyć należy udać się do urzędu miasta/gminy i tam pobrać stosowny wniosek, a w przypadku zgody na wycinkę uiścić stosowną (uzależnioną od rodzaju drzewa/krzewu) opłatę. Jeśli tego nie zrobimy, a pozbędziemy się niechcianej roślinności na własną rękę, będziemy odpowiadać za zniszczenie przyrody. A kary za takie posunięcia są bardzo wysokie. Liczy się je na podstawie obwodu pnia drzewa, w zależności od rodzaju drzewa.

Kary do nawet 3 mln zł
I tak na przykład za nielegalne wycięcie topoli na wysokości 130 cm o obwodzie pnia do 25 cm zapłacimy 320 zł. W przypadku świerku, brzozy czy sosny o większym obwodzie pnia, np. 45 cm, będzie to wydatek 1566 zł. Ale już w przypadku dębu o obwodzie pnia 702 cm przyjdzie nam zapłacić... bagatela prawie 60 tysięcy złotych!

Urzędy mają też maksymalne stawki opłat, dużo wyższe niż te podane przy konkretnych rodzajach drzew. W przypadku samowolnego wycięcia zabytkowego dębu o średnicy 223,5 cm możemy zapłacić karę w wysokości prawie 3 mln zł!

Lepiej więc zastanowić się trzy razy, zanim sięgniemy po piłę albo kosiarkę – za zniszczenie jednego metra kwadratowego zieleni dla trawników zapłacimy 54 zł, a za wycięcie kwietnika 467 zł.

Dokładne stawki za usunięcie drzew i krzewów na rok 2012 zamieszczone są w obwieszczeniu Ministra Środowiska z 13 października 2011 r. (MP Nr 95, poz. 963).
(MW)